Skip to main content

KS FORMA W TATRACH

15.09.2014 o trzeciej nad ranem, 7-mio osobowa grupa członków KS FORMA: Z.Marszałkowski, M. Gerlich, J.Wojaczek , A.Koloska , K.Lesik , T. Słupek , J . Kroczek wyruszyła z Wodzisławia Śl. w słowacko- polskie Tatry Wysokie . Start Jaworzyna Spiska – 8:15, Doliną Jaworzyny i Zadnich Medalionów. Podziwiając po lewej Tatry Bielskie, docieramy na Kopske Sedlo.

Dalej idąc obok Białego stawu docieramy do schroniska nad Zielonym stawem. Tam pierwszy nocleg, ale dopiero po zdobyciu naszego pierwszego szczytu (Jagnięcy 2230m) . Ze szczytu pięknie prezentowały się Tatry Bielskie i Łomnica. Pogoda dopisuje, dzień pierwszy zgodnie z planem.

Pogodny poranek dodał nam werwy. Zadanie: dotrzeć do Zbójnickiej Chaty.Pierwsze kroki kierujemy czerwonym szlakiem na dzisiejszy szczyt (Wielka Świstakowa 2038m ). Nie byliśmy pierwsi. Był tam już Polak, który spał na szczycie tej nocy. Dalej w kierunku Skalnej chaty, mijamy Łomnicki szczyt.

Doskonale widać rozległe doliny, ale pędzimy bo mamy dziś napięty plan, a to dopiero spacerek . Mijamy kolejne schronisko Zamkoveske i zaczynamy wspinać się łagodnie, niebieskim szlakiem do Chaty Terego .Ostatnie podejście stromawe, ale bez sensacji i jest.. położone pomiędzy stawami, otoczone wysokimi grzbietami , bez możliwości dojazdu. A to miało wpływ na ceny .

Chwila oddechu, posiłek, foto i ruszamy dalej. Ostatni etap okazał sie niezłą zaprawą. Strome podejście na Priećne Sedlo, łańcuchy i sapanie. Nasze ogromne plecaki spowalniały . Mijamy przełęcz i znowu łańcuchy ale widać nasz cel, Zbójnicka Chata .

Wydaje się ,że w zasięgu ręki ale wleczemy się w dół pomiędzy szczytami i kolejnymi stawami prawie 2 godziny i jeeessst . Dziś było w stylu FORMY, plan wykonany. Dzień trzeci: wstałem wcześniej podziwiać wschód słońca, które wyłaniało się nieśmiało z poza niższych partii gór, w pięknych krwistych barwach.

Pod schroniskiem kręcące się kozice chyba liczyły na coś, co zostawili turyści ,dość ufne.

Startujemy ostro w górę przez przełęcz Priełom. Znowu zabawa z łańcuchami przy wejściu i zejściu. Piękne widoki w porannym słońcu, są jeszcze bardziej fascynujące. Postękaliśmy trochę i jesteśmy na przełęczy pod Vychodną (Vysoka 2429m).

Zostawiamy plecaki i postanawiamy jak najszybciej zdobyć szczyt . Będąc u góry stwierdziliśmy, że dla nas powinny być znaki w innym wymiarze czasu, bo te na tablicach są mocno zawyżone.;) Nawiązujemy nowe znajomości, foto, chwila delektowania się panoramą .Schodzimy, mijamy po prawej Gerlachovsky śtit. Kolejne piękne stawy i doliną Vielicką docieramy do Śląskiego domu.

Zaliczamy „złocisty napój” i pędzimy dalej czerwonym szlakiem nad Banzovske pleso. Przerwa, piknik na kuchenkach, sycimy wzrok i żołądek . Powstań. Marsz późnym popołudniem, docieramy na przełęcz pod Ostravoł. Stąd przepiękny widok na Popradski staw i schronisko tam usytuowane .

Jesteśmy, schronisko Popradske Pleso przywitało nas najlepszym komfortem i najniższymi cenami. Polecam każdemu, łatwy dostęp, niskie ceny i przepiękne położenie nad stawem, które jako jedyne posiada rybę, sprowadzoną tam z powodu glonów . Czwarty dzień: wstajemy wcześnie, żal opuszczać tak piękne miejsce .

Wymarsz 6:30, kierunek Rysy( 2499m )dajemy ostro, żeby być wcześnie na szczycie chcąc uniknąć tłoku. Mijamy sporadyczne jednostki, ale nas też przeskakują. Podejście łagodne, trochę łańcuchów .Docieramy do Chaty pod Rysami, zmiana przepoconej odzieży,mijamy sedloVaha i jesteśmy.. RYSY najwyższy szczyt naszej pięciodniowej eskapady .

Piękna panorama przy prawie bezchmurnym niebie wynagrodziła nasz wysiłek, na szczycie 7 osób czyli pusto.;)) Sycimy wzrok, dreszcz emocji i do tego jest tak pięknie.. Foto, jeszcze chwila i jeszcze chwila. W oddali pięknie widać Łomnicę, dostrzegamy nawet Trzy Korony w Pieninach ale musimy iść dalej, mamy przed sobą niezłe zadanie .

I tu wszystko co najpiękniejsze w górach się kończy, czyste niezatłoczone szlaki, gdzie miło jest kogoś spotkać . Schodzimy, nie bardzo wiedząc gdzie iść. 🙁 Załapaliśmy, po kilku łańcuchach, mijamy pierwszych polskich turystów. Im częściej spoglądamy w doliny widzimy tę „inwazję mrówek”, które podążają w naszą stronę . UFF.. udało nam się zejść, mijając nie bez trudu cały ten sznureczek

.Przystanek na Buli pod Rysami, chwila nad Czarnym Stawem . Wiadomo czemu tu wszyscy pędzą ,bo jest tu po prostu pięknie .Docieramy do schroniska . Ludzi, jakby się tu odbywał finał MŚ w siatkówce. Dobijają nasi koledzy, Janusz i Jarek przywożąc brakujący prowiant 🙂 Wspólny posiłek i w drogę .

Docieramy do Wrót Chałubińskiego (2022m) , znowu okazuje się, że czas wejścia zawyżony. Za to mamy więcej czasu na podziwianie panoramy, więc korzystamy. Szybkie zejście i ponownie wspinamy się żółwim tempem na Szpiglasowy Wierch (2172m).

Zapomniałem już, że dolina Pięciu Stawów jest tak piękna a z tej perspektywy widzę ją pierwszy raz .Tu spotykamy poznaną pod Rysami turystkę Aldonę, która minęła dziś Rysy od strony Polski ,dochodząc do przełęczy Vaha. Spytała nas o drogę na ten najwyższy szczyt . Koledzy nie dowierzali, że można minąć ten szczyt, nie wiedząc o tym.

Podczas schodzenia wypiął mi się śpiwór i w podskokach jak piłka pingpongowa spadał w dół, pokazując arogancko, jacy to jesteśmy powolni. Wyglądało, że stracony na zawsze .Ale podjęta przez Tomka i Janusza szybka akcja ratunkowa, pozwoliła po niemałych wysiłkach dopaść i aresztować zbiega, który zakamuflował się w kilkudziesięciometrowej przepaści i przyjął pozycję wyczekującą ;))

Podchodzimy pod schronisko w dolinie 5 Stawów, zapadł zmrok . Wchodzimy do środka, schronisko nabite jak magazynek z Kałasznikowa ;p Nocleg jedynie na podłodze, ciasno bardzo ciasno. W trójkę wybieramy spanie na dworze i tu byłem zmuszony uwolnić swojego aresztanta śpiwora :)).

Piaty dzień: poranek obudził nas silnym, zimnym wiatrem. Ciepła herbata, posiłek i komentarze na temat noclegu i do przodu. Na polskie szlaki trzeba wychodzić wcześnie . Zbaczamy nad wodospad Siklawa i kierunek przełęcz Zawrat( 2158m )po dotarciu obijamy się o ludzi . Taki tłok spowodowany oknem pogodowym, które dziś się kończyło.

Jedni Orla Perć inni na Świnicę i my też tam . Po piątym dniu ciężkiego trekkingu, lżejsze plecaki wydają się nam jeszcze cięższe. Kolejki do łańcuchów, trzeba się przedzierać i wymuszać podejście. Jesteśmy. Wieje jak diabli, teraz wiem dlaczego ta góra nazywa się Świnica :/ Zejście z góry przy tych tłumach, masakra.

Kierujemy się do Murowańca tłok, tłok, tłok ,słońce pali. Znajdujemy trochę miejsca dla siebie, posiłek i wypoczynek przed ostatnim odcinkiem do Kuźnic . Powrót do domu późnym wieczorem .Podsumowując: pogoda dopisała w 100%, piękne widoki, wspaniała atmosfera. Słowacja bardziej dzika, Polska piękna ale zatłoczona.

Poznaliśmy fajnych ludzi ,sprawdziliśmy się w nowym wyzwaniu i co najważniejsze KS FORMA wróciła cała , zdrowa i jak zwykle w formie :)) Dzień przerwy i trening biegowy, stawili się wszyscy (no prawie wszyscy ;))

TATRY-KS-Forma-1

 

Janusz Kroczek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *