Skip to main content

W drodze po Koronę Maratonów Polskich

W DRODZE PO KORONĘ MARATONÓW POLSKICH.

Zadebiutowałem na królewskim dystansie 19 kwietnia tego roku w Krakowia Maraton.
Niesamowity stres, niepewność, trema…a z drugiej strony solidnie przepracowana zima, setki nabieganych kilometrów i podbudowa trzyletnimi zmaganiami na trasach Nordic Walking. Ducha dodawała mi cały czas żona Ania. Byliśmy razem w Krakowie już od soboty- biuro zawodów, stoiska ze sprzętem spotowym, odżywkami, odzieżą- to wszystko oszałamiało. Zwiedzania na piechotę Krakowa, zakwaterowanie w hotelu, ciężka noc i poranek. Start o 9 z Rynku.
Obawy prysły, stres został w tyle. Przebiegłem cały maraton!!! I to w czasie poniżej 4 godzin-dokładnie 3:53:16. Skonany, sponiewierany, z myślą „nigdy więcej” pozwoliłem żonie ogarnąć się i doprowadzić do zaparkowanego oddalonego o 1,5 km samochodu. Jej- to była męczarnia!

.
Kilka dni póżniej spotkałem kolegę Piotrka Pilśniaka, który jak i Krzysiek Węglarczyk też startował w Krakowie. Zapytał czy wiem co to takiego Korona Maratonów Polskich i może byśmy ją zdobyli?! Pomyślałem „Ty sobie ją zdobywaj ja się nie nadaję”…i 13 września staliśmy na starcie Wrocław Maraton! Dołączył do nas Paweł Nalepka od kilku miesięcy trenujący w KS Forma oraz kolejni kibice!

Moja żona, córka, zięć, siostra- i Magda żona Pawła!!! Oj zapowiadało się ciekawie i tak było. 25 stopni ciepła o 9 rano, zbyt szybkie tempo przez 28 km, brak pokory i doświadczenia oraz niedostatecznie przepracowany okres przygotowań w upalne lipcowe i sierpniowe dni, spowodował, że od 30 km walczyłem tylko o dobiegnięcie.

Dosłownie dowlokłem się do mety z czasem 4:42. Porażka i zniechęcenie, pretensje do wszystkich i wszystkiego, wyrzucanie sobie nierealnych celów- słowem rozmazałem się.

I tu pokazała klasę Ania- zjechała mnie z góry na dół, pokazała mi medal, koszulkę i powiedziała, że zrezygnować mogłem w każdej chwili…ale sobie jednak poradziłem!!! To jest ŻONA!!!

Moi koledzy mimo upału osiągnęli bardzo dobre rezultaty: Paweł Nalepka 3:26, Krzysztof Węglarczyk 3:30, Piotr Pilśniak 3:52.

 

Jarosław-Świta-KS-Forma

Do kolejnego biegu po Koronę zostało tylko 4 tygodnie- Poznań Maraton już 11 października!!!
Nie pozbieram się, nie dam rady, dwa biegi za mną, start opłacony, wycofam się, wszystko mnie boli, chcę tam pobiegnąć, Wrocław Maraton, skurcze-takie myśli tańczyły w mojej głowie. I tu przyszli z pomocą koledzy z  KS Forma – zregeneruj się Jarek, wyciągnij wnioski z Wrocławia, pamiętaj ten Wrocław, odpocznij i…trenuj!!!
Tak zrobiłemi 10 października dwoma samochodami ruszyliśmy do Poznania. W jednym Paweł Nalepka z żoną Magdą, szwagierką i szwagrem, którzy stworzyli nasza strefę kibica- w drugim Krzysiek Węglarczyk, Piotrek Pilśniak i ja.

Na miejscu byliśmy o 14- zakwaterowanie w hotelu, odpoczynek i spacer do hal Międzynarodowych Targów Poznańskich gdzie mieściło się biuro zawodów. Pakiety odebrane- wg mnie najpiękniejsze jak do tej pory koszulki-zwiedzanie stoisk, sesje zdjęciowe, piąteczki ze spotkanymi znajomymi, pasta party, małe zakupy i powrót do hotelu.

A tam- kolacja ! Całe piętro pachniało jajecznicą!!! Omawianie strategi, planów na bieg, konfigurowanie strojów startowych, rozmowy, zdjęcia. Nasi niebiegający kibice jakoś tak dziwnie na nas patrzyli! No cóż-Pasja!!! Rano zaskoczenie-mróz i wiatr. Znów rozterki jak się ubrać?

 

na-maraton-KS-Forma

O 9.00 wystartowaliśmy- ze swoimi celami i marzeniami.

Ja z wyrytym w głowie maratonem wrocławskim ruszyłem spokojnie i cały dystans utrzymywałem równe, założone tempo. Opłaciło się słuchać doświadczonych kolegów z klubu!!! Z dumą i z małym zapasem sił przebiegłem linię mety z rękami nad głową i czasem 3:46!

Paweł Nalepka wybiegał rekordowe 3:16! Krzysiek Węglarczyk 3:26! Piotr Pilśniak 3:31!

Nasi kibice narobili hałasu i witali nas jak bohaterów.

Kibice-KS-Forma

 

 

Bo tak się czuliśmy, każdy z nas poprawił swoje dotychczasowe osiągnięcia.

Ponad 400 kilometrów drogi do Wodzisławia to była czysta radość!!!
Kolejna relacja z naszej drogi po Koronę Maratonów Polskich po 3 kwietnia czyli po Maratonie w Dębnie!!!

Jarosław Świta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *